Maggie_McKinley
Apollo w spodenkach
Dołączył: 08 Cze 2011
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 2 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Wazrszawa Płeć: Annabeth
|
Wysłany: Sob 21:02, 09 Lip 2011 Temat postu: GONE - Cztery żywioły [NZ] [3/?] |
|
|
To ja wrzucę sobie mojego ff w świecie GONE - zniknęli
Akcja dzieje się na początku Głodu
Prolog
Wyspa Santa Elissa. Jak na razie mam wszystko, czego mi potrzeba. Nie głoduję, jak większość mieszkańców nowej społeczności zwanej ETAP-em. Przed zniknięciem dorosłych na wyspie był hotel dla samych bogaczy, bo ceny były naprawdę ekstremalne. Wtedy byłam córką właściciela. Obecnie na wyspie oprócz mnie jest jeszcze jeden dzieciak - 13-letni chłopak, który śmiertelnie się mnie boi. Mnie i mojej mocy. Mnie, bo kocham upokarzać innych. Mojej mocy, gdyż może go zabić. Rok temu udało mi się zdobyć umiejętność władania nad żywiołami. Ćwiczyłam ją i doskonaliłam dzień w dzień. W końcu jednak chłopak odkrył moją moc, a ja byłam na niego wściekła, bo prawie powiedział o niej moim rodzicom. Teraz, gdy zaczął się ETAP, łatwo byłoby zabić tego wkurzającego chłoptasia. Mark, tak miał na imię. Co kilka dni wysyłam go do Perdrido Beach, by szpiegował w moim imieniu. Dla niego jest to proste, bo także ma pewien dar. Potrafi zmieniać się w dowolnego owada, dzięki czemu jest praktycznie niezauważalny. Niestety, a może stety potrafi zmieniać się tylko raz dziennie, bo inaczej jest zbyt zmęczony.
- Alex! Alex! – usłyszałam wołającego mnie Marka. Biegł właśnie z nad plaży w stronę hotelu. Powoli odwróciłam się od pieczołowicie tworzonej przeze mnie laleczki voodoo i poczekałam, aż Mark wreszcie do mnie dotrze.
- Jak sytuacja w mieście? – spytałam, idąc w kierunku urwiska. Usiadłam na jego brzegu i wyczekująco spojrzałam na chłopaka.
- Jeśli chcesz przyjechać do miasta, zrób to teraz. Dzieciaki są przerażone. Nie mają jedzenia, chodzą słuchy, że Caine ma nowy plan. Poza tym krwiożercze robaki zabiły już jednego chłopaka.
Uśmiechnęłam się. To chwila, na którą czekałam.
- A więc żegnaj Mark. Jadę do miasta - powiedziałam.
- Żegnaj? Może się jeszcze zobaczymy… - odparł, mając zapewne nadzieję, że tak się nie stanie.
- Nie liczyłabym na to – stwierdziłam i szybkim ruchem ręki uniosłam Marka w powietrze. Władza nad tym żywiołem sprawiała mi największą trudność, ale tygodnie treningu zrobiły swoje.
- Co? Czemu… czemu to robisz?!? Przecież robiłem to, co kazałaś! – wykrztusił, próbując uwolnić się z ledwo widocznego wiru – Obiecałaś, że nic mi nie zrobisz! – wykrztusił błagalnym głosem.
- Kłamałam – odparłam gładko – Przykro mi, ale nie mam wyjścia – kolejnym ruchem ręki wrzuciłam Marka do oceanu i zadbałam, by fala wody już nigdy więcej nie pozwoliła mu się wynurzyć. W sumie mogłam go nie zabijać, ale im mniej osób wie o mojej mocy, tym lepiej. Wolnym krokiem udałam się w kierunku piwnicy, gdzie obecnie znajdował się mój pokój. Zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy do wytartego plecaka.
- Strzeż się Perdrido Beach – mruknęłam do siebie, szukając mojej kolekcji noży – Nadchodzę.
Post został pochwalony 0 razy
|
|